Przemiana Sylwii

Przychodzę do Was z zupełnie nową serią!

Internet zalewa nas porównaniami „przed i po”. Jesteśmy wzrokowcami, więc chłoniemy wszystkie szczegóły, analizujemy sylwetki. Motywujemy się zmianami innych i sami do takich dążymy.

Chciałabym pójść o krok dalej i pokazać Wam, że za każdym takim zdjęciem stoi człowiek. Jego wzloty i upadki, porażki i powodzenia. Jego wyboista droga. Jego historia.

Od dzisiaj, mniej więcej raz w miesiącu, będę przedstawiać Wam ludzi, z którą współpracuję bądź współpracowałam. Poznacie te cudowne osoby. Wysłuchacie co mają do powiedzenia i przekazania.

Mam nadzieję, że wspólnie stworzymy coś wyjątkowego.

Bohaterka dnia dzisiejszego

Nie ma co zwlekać i czas przedstawić Wam Sylwię z którą zaczęłam pracować na początku 2017 roku. Kiedy się poznałyśmy Sylwia ważyła niewiele ponad 40 kilogramów. Natomiast przy naszym rozstaniu waga pokazywała 55 kilo. Zmieniły się cyfry, zmieniła się sylwetka, ale najważniejsze: zmieniła się sama Sylwia. Odzyskała dawną siebie oraz zdrowie.

Mogę naprawdę dużo o niej opowiadać, bo na przestrzeni tych kilkunastu miesięcy bardzo dobrze się poznałyśmy. Jednak chciałabym, żeby to Sylwia opowiedziała Wam swoją historię.

Wywiad

Poniżej znajdziecie odpowiedzi na 10 najciekawszych pytań, które zadaliście Sylwii poprzez mojego instagrama. Zanim usiądziecie do lektury, radzę Wam zaopatrzyć się w kubek kawy bądź herbaty, bo Sylwia to niezła gaduła.

1. Jaki był przełomowy moment, kiedy stwierdziłaś, że czas działać i coś zrobić ze zbyt niską wagą?

To jedno z najtrudniejszych pytań i cieszę się, że się pojawiło.
Jak teraz sobie przypominam, był jeden
punkt kulminacyjny, kiedy pomyślałam, że coś chyba jest nie tak. Chociaż jak dłużej o tym myślę, to było kilka mniejszych, które koniec końców doprowadziły do tego głównego.

Musimy się cofnąć do początku 2016 roku, kiedy tak naprawdę wszystko się zaczęło. Zaczęłam zdrowo się odżywiać oraz ćwiczyć. Jadłam mało, a ćwiczyłam dużo, czyli popełniałam standardowy błąd. Jak teraz sobie przypomnę te małe porcje, to zastanawiam się skąd ja miałam siłę na 5 treningów tygodniowo? Obcinałam wszystko, z tłuszczami na czele. Jak pamiętam, spożywałam ich może maksymalnie 20 gramów dziennie.

Wręcz prosiłam się o problemy, ale nie wiedziałam, że powinnam jeść więcej, skoro dużo ćwiczę. W internecie było za dużo sprzecznych informacji, w których się zwyczajnie gubiłam.

Latem nastąpił pierwszy kluczowy moment. Straciłam miesiączkę. Dodam, że w konsekwencji nie miałam jej ponad 2 lata!

Drugi moment wiąże się z pójściem z mamą na zakupy i zwyczajnym przymierzaniem ubrań. Weszłyśmy do jednej przymierzalni, bo była całkiem duża, a ja miałam do sprawdzenia tylko jedną bluzkę. Kiedy się rozebrałam, mama na widok mojego wychudzonego ciała zwyczajnie się popłakała. Jak teraz to wspominam, to nie jestem w stanie sobie wyobrazić jakie musiało to być dla niej trudne. Rodzice pomagali jak tylko mogli. Wspierali, ale nie znali się na tym i nie wiedzieli czasem co robić.

Ja też nie wiedziałam. Mówiłam, że chcę przybrać na wadze, ale gdzieś w środku bałam się tego. Prawda była taka, że nie chciałam i to powodowało, że nic nie wychodziło jak powinno.

Ale żeby wszystkich nie zanudzić przejdę do najważniejszego i ostatecznego momentu, kiedy spojrzałam na siebie i zrozumiałam, że jest naprawdę źle. Była to wizyta u mojej poprzedniej Pani dietetyk, z którą bezskutecznie starałam się przywrócić wagę. Na jednej z comiesięcznych kontroli waga pokazała 40,8 kg!

Pamiętam, że bałam się zadzwonić do mamy. Wróciłam do domu, spojrzałam na siebie i się popłakałam. Zobaczyłam, że zmieniłam się w kogoś zupełnie innego, nie poznawałam siebie. Poczułam, że dotknęłam dna. I od tego momentu wiedziałam, że muszę zaufać dietetykowi na 100% i nie przestawać walczyć, bo nie chciałam zobaczyć „3” na wadze.

Na całe szczęście w styczniu zaczęłam współpracować z Lelcią i to była najlepsza decyzja w moim życiu!

2. Co w diecie było dla Ciebie najtrudniejszego?

Głowa. Brzmi to śmiesznie, ale to prawda. Z pewnością dużo osób, które musiały przybrać na wadzę mogą się ze mną zgodzić. Dla nie było problemem zjeść więcej, bo lubię jedzenie. Z posiłkami nie było problemu, bo jadłospis był fajny i mogłam robić to, na co miałam ochotę.

Największą przeszkodą było pokonanie strachu  przed tym, że przybieram na wadze i jest mnie więcej. To było zdecydowanie najtrudniejsze. 

Z czasem to przeszło, zaczęłam akceptować co się dzieje z moim ciałem i było lepiej. Chociaż to długotrwały proces, który czasem o sobie przypomina.

3. Czy zdarzały Ci się chwile zawahania? Chciałaś przerwać współpracę?

Nigdy. Zaufałam Lelci w 100% i nie miałam zamiaru się poddawać. Miałyśmy cel, do którego wspólnie dążyłyśmy. Miałam wsparcie od Eweliny, czułam jej zaangażowanie i nie było mowy o przerywaniu współpracy.

4. Jak wyglądała Twoja aktywność fizyczna podczas współpracy?

Na początku naszej współpracy Ewelina przekazała mi, że na razie muszę przestać ćwiczyć na siłowni. Umówiłyśmy się, że wrócimy do treningów, kiedy osiągnę odpowiednią wagę.

Już od paru miesięcy nie biegałam, także nie łatwo było mi się z tym pogodzić. Jednak wiedziałam, że jest to dla mojego dobra.

Przez te kilka miesięcy mogłam chodzić na spacery, praktykować jogę oraz stretching. Potem stopniowo wróciły treningi na siłowni oraz bieganie.

5. Jak z techniką? Skąd znałaś ćwiczenia?

Przez cały czas moimi planami treningowymi zajmował się Piotrek, któremu też jestem mega wdzięczna za pomoc.

Przy każdym nowym ćwiczeniu miałam podany link do video z prawidłową techniką. Nagrywałam siebie podczas treningów i wysyłałam filmik do Piotrka. Często również prosiłam trenera na siłowni, aby spojrzał na moją technikę i stwierdził, czy jest prawidłowa. Zdarzało się również, że sama wyszukiwałam w siec informacje o danym ćwiczeniu.

6. Jak reagowałaś na dodatkowe kilogramy? Czy musiałaś wymieniać garderobę?

Na początku było ciężko zaakceptować dodatkowe kilogramy. Jednak tempo przybierania na wadze nie było ekspresowe, przez co miałam czas na aklimatyzację. Jednak nie było to proste. Cały czas walczyłam o akceptację własnego ciała. Ciągle walczę. Najciężej czułam się pod koniec dnia, kiedy byłam po wszystkich posiłkach.

Z drugiej strony cieszyłam się, że powoli zaczynam przypominać siebie i waga wreszcie idzie w górę, a nie w dół. 

Jeżeli chodzi o wymianę garderoby to nie kupowałam mniejszych rozmiarów. Zwyczajnie przestałam nosić sukienki, spódniczki i niektóre bluzki. Poczułam się komfortowo dopiero tego lata, jeśli chodzi o sukienki. Jedynie co, to musiałam kupić nowe spodnie, bo dolna część ciała urosła.

7. Jaki był Twoim zdaniem najtrudniejszy element całej współpracy?

Nie było takiego. Przez cały czas czułam ogromne wsparcie i motywację od Eweliny. Wiedziałam, że mnie wspiera, że jej zależy na mnie i na moim zdrowiu. Mówiła, że jest ze mnie dumna, a to bardzo pomagało i nadal pomaga. Czułam, że podchodzi do mnie jak do osoby, a nie do kolejnego przypadku. Kiedy miałam chwile zwątpienia odnośnie swojego ciała dawała kopa motywacyjnego, a jak nie chciałam jeść na mieście to żartowała, że przyjedzie do mnie i osobiście mnie zaciągnie na coś dobrego.

8. Widzisz jakieś różnice pomiędzy swoim odżywianiem przed współpracą, a tym po jej zakończeniu?

Tak, dostrzegam je. To też nie było tak, że ja jadłam byle co. Jadłam podobnie jak teraz, ale o wiele za mało. Jadłam zdrowo, teraz też. Jednak współpraca z Eweliną nauczyła mnie świadomego postrzegania tego, co i ile jem. Wiem już, ile powinnam jeść, żeby utrzymać prawidłową wagę. Nauczyłam się również tego, że nie musimy rezygnować z wizyt u babci albo obiadów na mieście, żeby zachować zdrową sylwetkę.

9. Czy nachodzą Cię czasem myśli, że kiedyś wyglądałaś lepiej?

Ciekawe pytanie. Nigdy nikomu nie życzę, aby doprowadził się do stanu w jakim ja byłam. Patrzę na stare zdjęcia i nie wierzę, że to ja.

Oczywiście zdarza mi się myśleć, że te parę kilogramów temu byłam ładniejsza, ale potem przypominam sobie, że wcale nie byłam szczęśliwa. Kiedy nachodzą mnie myśli, że jestem napuchnięta, a nawet gruba, co zdarza się każdej z nas, to korzystam z wymyślonej przez siebie metody. W telefonie założyłam album ze zdjęciami, które wysłałam do Lelci na początku współpracy. Zatytułowałam go: „w razie gorszych dni”, więc kiedy takie mam to go otwieram. Wtedy patrzę, jak wyglądałam i stwierdzam, że nie chcę już nigdy tak wyglądać. Uwierzcie mi, to pomaga. Sprawia, że od razu doceniam to, co mam i jak wyglądam obecnie. Dziękuję Bogu, rodzicom i Ewelinie za pomoc i wsparcie.

10. Na koniec pytanie ode mnie. Jak się dzisiaj czujesz?

Dobrze. Treningowo całkiem dobrze. Ostatnio trochę opuszczam treningi, jestem zmęczona, wrzucam na luz i słucham co podpowiada mi mój organizm. Jeżeli chodzi o samopoczucie to jest naprawdę dobrze. Oczywiście czasem zdarzy się dołek jak więcej zjem i nie wyśpię się dobrze, pojawią się wzdęcia, czy waga pokaże więcej. Jednak z doświadczenia wiem, że takie rzeczy się zdarzają i po paru dniach przecież wszystko wraca do normy.

Kiedyś po wizycie w domu czy wyjściu do knajpy mocno się przejmowałam, ale zauważyłam, że coraz rzadziej to robię. Co nie oznacza, że wcale, tutaj pracuję nad swoimi emocjami i głową.

Pod koniec dnia zasypiam zadowolona. Ze swojego życia, zdrowia i tego, co udało mi się osiągnąć.

Podsumowanie

Bardzo dziękuję Sylwii za podzielenie się z Wami swoją historią. Wspólnie mamy nadzieję, że otworzy oczy chociaż jednej zagubionej dziewczynie i pokaże, że niższa waga szczęścia nie daje. Pamiętajcie, że cyferki na wadze nie definiują człowieka i że nie ma nic bardziej wartościowego niż nasze zdrowie.

Obydwa zdjęcia dzieli ponad rok ciężkiej pracy.
Udało nam się dołożyć 15 kilogramów, a obecna sylwetka prezentuje się rewelacyjnie.

Podziel się opinią

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

29 komentarzy

  1. Pingback: Efekty diety i treningu- ciężka praca Natalii - Lelcia

  2. Serdecznie gratuluje! Czy udało się odzyskać miesiączkę? Rowniez z tym walczę ;(

  3. Cudowna przemiana – w zdrowo wyglądającą kobieta 😉
    Ciekawa m3tamorfoza też pod tym względem, że większość dietetyków, trenerów personalnych itp. Pokazuje przemiany swoich podopiecznych którzy byli pulchniejsi A teraz są Fit. A to nie tylko otyłość jest problemem w naszym świecie 😉
    Świetny post – mega przemiana. Sylwia – good Job 😉

    • Dokładnie, jest sporo osób, którym zwyczajnie jest ciężko przybrać na wadze i ze zbyt małą masą również nie czują się dobrze 🙂

  4. Wzruszyłam się czytając ten post. Bardzo się utożsamiam z tym co czuła Sylwia, ale takie posty dają do myślenia … Wielkie gratulacje, wielki podziw i trzymam kciuki za to, żeby już cały czas było dobrze!
    Lelcia, bardzo się cieszę, że nie jesteś kolejną z typowych fit blogerek i przede wszystkim promujesz zdrowie. Większość młodych dziewczyn za bardzo zatraca się w tym świecie i trzeba o tym rozmawiać.
    Czekam niecierpliwie na następny wpis z metamorfozą <3

    • Bardzo dziękuję za miłe słowa. Szczerze Ci powiem, że ten świat fit jest już dla mnie trochę męczący, bo znam go od podszewki i wiem ile jest w nim fałszu. Bardzo mi przykro, że dużo dziewczyn zwyczajnie wierzy w to wszystko co widzi/słyszy/czyta a potem masa kompleksów, niska samoocena. Trzeba to zmienić! I ja się tego podejmuję 🙂

  5. Ceni się takie zachowania wśród społeczeństwa! To ze nie wygląd jest najważniejszy, ale to co mamy zakorzenione w głowie! Sylwia zasłużyła na złoty medal!

  6. też kiedyś przechodziłam zaburzenia odżywiania jednak w odwrotną stronę. za dużo jadłam później były głodówki po których znowu było objadanie aż pokazała mi się 8 na początku podchodziło po 9. poradziłam sobie z tym sama i teraz jest już 6 na początku. przez to wszystko straciłam pewność siebie, nie wychodziłam z domu i straciłam jakiekolwiek poczucie własnej wartości. ciało uratowałam ale jeśli chodzi o zdrowie takie mentalne to z tym jest gorzej.
    gratuluję takiej przemiany wam obu <3

    • dlatego uważam, że warto o tym mówić i rozmawiać, większość problemów z żywieniem jest najczęściej wynikiem innych problemów, dlatego czasami warto już na początku postawić na wizytę u specjalisty bądź szczere rozmowy z najbliższymi
      trzymam za Ciebie kciuki, aby wróciła pewność siebie i poczucie własnej wartości!
      pozdrawiam!

  7. tak z ciekawości… przy jakim wzroście te 40kg?

  8. Czytając tak bardzo rozumiem co czuła Sylwia. Dała radę i wielkie gratulacje. Cudna przemiana😍

  9. Piękna przemiana, gratuluję! :*

  10. Gratulacje! Widać wkład włożony w Waszą wspólną walkę, ale to Sylwia jesteś tutaj bohaterem! Wyglądasz pięknie, kobieco!

  11. Kawał dobrej roboty ! Oby tak dalej ! 🙂

  12. Super zmiana! Aktualna sylwetka jest naprawdę idealna, proporcjonalna, estetyczna i przede wszystkim zdrowa! Trzymam kciuki za wytrwałość by to zdrowie utrzymać i gratuluję tego co już się udało uzyskać :)) jesteś silna dasz radę!

  13. Zwracam ske do Sylwi przepięknie wyglądasz tak zdrowo i piękna masz skórę 🙂

  14. Wielkie brawa i uściski dla Sylwii. Przemiana niesamowita! Wiem, jak to jest, kiedy głowa podpowiada, że ciągle jest cos nie tak z sylwetką. Kiedy ciągle podpowiada, żeby mniej jeść, więcej ćwiczyć. Kiedy obraz w lustrze i w głowie to dwie całkiem odmienne osoby. Dlatego tym większy szacunek dla bohaterki, że wyszła z tego i wygląda przepięknie 🙂 Wpis super! Przyjemnie się czyta, więcej postów z serii metamorfoza! :):)

    • Za każdym razem będę się dołączać do gratulacji dla Sylwii! Dokładnie, nasze kobiece umysły w obecnym świecie nie zawsze odbierają rzeczywistość taką jaką jest. Ciągle widzimy siebie w złym świetle, a musimy siebie pokochać! Życie wtedy od razu jest łatwiejsze i przyjemniejsze! 🙂 Będą wpisy! <3 Dziękujemy!

  15. Gratulacje! Dla Was obu!
    Świetna robota 👏
    Autentycznie się wzruszyłam 😭

    • Ja też wzruszyłam się podczas tworzenia tego materiału dobrych kilka razy! Sylwia jest niesamowita <3 Dziękuję w swoim i jej imieniu 🙂