27 faktów o mnie

Cześć! Dzisiaj obchodzę swoje 27. urodziny i z tej okazji przygotowałam dla Was 27 faktów o mnie. Mam nadzieję, że niektóre Was zaskoczą!

1. Mam na imię… Ewelina.

Chociaż większość mówi na mnie Elżbieta albo Lelcia. „Lelka” mówili na mnie w domu od małego, a „Elżbieta” zapoczątkowała moja młodsza siostra, która jak była mała zamiast Ewelina mówiła do mnie „Ela”. Oczywiście wszyscy to szybko podłapali i z Eli zrobiła się: Elżunia, Elwira, Elizabeth czy Elżbieta. Te ostatnie bardzo upodobał sobie Piotr i obecnie nie zwraca się do mnie prawdziwym imieniem. W sklepie, w opowieściach w jakiejkolwiek rozmowie zawsze jestem „Elżbieta”.

2. Uwielbiam psy!

Do tego stopnia, że będąc kiedyś na wakacjach ciągałam za sobą pluszaka bernardyna zawiązanego na skakance i każdemu wmawiałam, że to mój prawdziwy pies. Ktokolwiek nie szedł z jakimś dużym psiakiem to od razu zaczepiałam i prosiłam o zdjęcie. Ogromna część zdjęć z moich dziecięcych albumów to foty, gdzie stoję na baczność obok psa.

Teraz mam swojego dużego kundla i nie wyobrażam sobie bez niego życia!

3. Za dzieciaka dużo pomagałam w kościele

Miałam nawet możliwość iść rok wcześniej do komunii. Byłam bardzo aktywna na katechezach, zgłaszałam się na każde czytanie na mszy, prowadzenie różańca czy uroczystości majowych. Kiedy ksiądz o coś pytał zawsze pierwsza podnosiłam rękę do góry i odpowiadałam.

4. Uwielbiałam występować!

Zgłaszałam się do każdego przedstawienia, uwielbiałam grać i nawet kiedyś marzyła mi się szkoła aktorska. Porzuciłam plany, kiedy dowiedziałam się, że trzeba też umieć śpiewać. Oprócz tego prowadziłam w podstawówce apele szkolne i czułam się wtedy jak ryba w wodzie.

Dziadkowie kupili sobie pod choinkę kamerę, jakoś w 2001 roku. Mam nawet nagrany cały program: jak występuję, prowadzę wywiady, np. z moim tatą, który udawał Borysewicza z Lady Punk, albo z moją mama o ciąży (bo wtedy akurat była). Najlepsze jest to, ze to wszystko jest w moim domu rodzinnym na kasetach i można to jeszcze zobaczyć!

Poniżej znajdziecie kilka fotek z mojego dzieciństwa, które komentowałam wspólnie z Piotrkiem:

5. Napisałam… sztukę!

Jako dziecko napisałam sztukę nawiązującą do mitologii greckiej. Tak bardzo spodobała się ona Pani od języka polskiego, że wystawialiśmy ją jako klasa. Pamiętam, że akcja działa się na weselu Peleusa i Tetydy. Był tam Parys i jeden z dialogów brzmiał:
„-Jestem Parys
-Parys? Paris Hilton?”

Nawet dzisiaj wydaje mi się to zabawne. Chciałabym to gdzieś odnaleźć!

6. W liceum mocno imprezowałam

Tak się trochę śmieję, że teraz nie mam takiej potrzeby, bo w liceum robiłam to weekend w weekend. Życie miało prosty schemat: do środy przeżywało się poprzednią imprezę, a od czwartku czekało na kolejną. Szczerze dobrze wspominam ogólniak.

Mimo wszystko chciałabym zaznaczyć, że i tak dobrze się uczyłam. Liceum ukończyłam ze średnia powyżej 5,0, więc imprezowanie i cotygodniowe wyjazdy na balety nie przeszkadzały mi w nauce.

7. Moim ulubionym przedmiotem była… matematyka

Zawsze ją lubiłam, ale pokochałam dopiero w liceum. Nie byłam wybitna, ale ogromną przyjemność sprawiało mi rozwiązywanie zadań. Chyba jako jedna z nielicznych cieszyłam się z obowiązkowej matury!

Na studiach początki matematyki również były przyjemne, jednak później przestałam chodzić na wykłady i się przykładać. Zaliczyłam ją byle zaliczyć, miłość się skończyła.

8. Chciałam zostać farmaceutką.

Po gimnazjum poszłam do Liceum Ogólnokształcącego do klasy o profilu biologiczno-chemicznym. Plan był prosty: napisać maturę tak dobrze, żeby dostać się na farmację. Niestety mimo szczerych chęci i nauki nie poszło mi tak jak chciałam. Na farmację się nie dostałam.

Na studiach rozpoczęłam nawet równolegle szkołę policealną na kierunku technika farmacji. Chodziłam tam cały wrzesień, bardzo mi się podobało, jednak jak zaczął rok akademicki, okazało się, że nie dam rady być w dwóch miejscach jednocześnie (obydwie szkoły były dzienne). Wtedy też zrezygnowałam i skupiłam się na studiach.

9. Nie bałam się pracy wakacyjnej

Jeden sezon (chyba jako 16-latka) spędziłam w księgarni. Wspominam bardzo pozytywnie! Pomagałam wybierać książki, zeszyty, rozmawiałam z klientami. Wtedy jeszcze nie było księgarni on-line (albo mocno raczkowały) i wszyscy przychodzili z dziećmi wybierać podręczniki na kolejny rok nauki.

Później pracowałam kilka sezonów nad jeziorem w budce z zapiekankami. Dla mnie była to praca marzeń, serio! Najbardziej cieszę się jak mogę nabijać na kasę i wydawać resztę. Nawet na studiach chciałam się gdzieś zatrudnić na kasie (były, i pewnie nadal są, takie firmy które podnajmują dla dużych sklepów kasjerów), bo zwyczajnie bardzo to lubię!

Oprócz tego w liceum pomagałam też w lumpeksie mojej mamy! To też była świetna praca i wyobraźcie sobie te wielkie dostawy i hasło „możesz brać co Ci się podoba”.

10. Bałam się Gdańska

Jak przyjechałam tutaj na studia i musiałam zanieść papiery na uczelnię to prawie potrącił mnie rower (bo wlazłam jak krowa na ścieżkę). Wysiadając z samochodu czułam się jak w innej rzeczywistości i ogromnie bałam się, że się zwyczajnie w tym nie odnajdę.

Zostałam wrzucona na głęboką wodę: zamieszkałam bez mamusi i tatusia, z dwoma nieznajomymi chłopakami na stancji. Dałam radę!

11. Byłam fanką serialu „Trudne Sprawy”

Ze wspomnianymi wyżej współlokatorami zasiadaliśmy przed komputerem i codziennie oglądaliśmy Trudne Sprawy. Oczywiście na maksa nas to śmieszyło! Na swoje urodziny dostałam od nich nawet tort z napisem „Hepi Berzdej”, bo taki też dostał bohater jednego z odcinków. Naszym ulubieńcem był oczywiście Darek siedzący w wannie.

12. Podpaliłam laptopa

Idąc na studia dostałam od rodziców w prezencie laptopa. Nowoczesny, mały, idealny na wykłady. Jakoś tydzień czy dwa po rozpoczęciu studiów przyszedł do mnie kolega, ponieważ robiliśmy wspólnie sprawozdanie na ćwiczenia laboratoryjne. Mieszkanie było dosyć stare, miało specyficzny zapach, więc zapaliłam świeczkę, aby go trochę zneutralizować.

Zapomniałam się i postawiłam przy niej laptopa. Spaliła się obudowa i na matrycy wyszły czarne plamy, ale dalej dzielnie go używałam. Na uczelni wszyscy się śmieli że mój laptop został postrzelony, bo rzeczywiście te dziury wyglądały jak od kuli.

13. Byłam/jestem mało stanowcza

Z tym wiąże się ciekawa historia, bo ta stanowczość rozwinęła mi się podczas związku z Piotrkiem (on zawsze ma ciętą ripostę) i mój tata zawsze go za to chwali, że ja w końcu potrafię postawić na swoim.

Na pierwszym roku studiów poszłam dorobić żeby kupić sobie conversy. Mieliśmy z rodzicami ustalony budżet z którego miałam opłacić mieszkanie, kupić sobie jedzenie, bilety i rzeczy na studia. Jak potrzebowałam więcej to musiałam zarobić.

Po tygodniu od zakupu trampki mi się rozkleiły. Wtedy zapłakana zadzwoniłam do taty i poprosiłam, żeby pojechał ze mną je zareklamować, bo mi samej pewnie się nie uda (nie wiedziałam co zrobić jak ktoś mi odmówi). Oczywiście pojechał, reklamacja została przyjęta, a ja dostałam nowe trampki. Do dziś pamiętam, jaka to była rozpacz, że buty za prawie 300 zł mi się zepsuły.

Do dzisiaj mam tak, że lubię zadzwonić do taty i powiedzieć mu „wiesz, powiedziałam mu tak i tak”. Nie wiem z czego to wynika, że tak się boję powiedzieć, że coś jest źle, albo nie tak jak chciałam. Niemniej jednak cieszę się, że zrobiłam w związku z tym duży progres.

14. Nie mam głowy do języków

Niestety, to jeden z moich większych kompleksów. Jak słyszę, że ktoś biegle mówi po angielsku, włosku i niemiecku to zapadam się ze wstydu. Uważam, że mój angielski jest na bardzo podstawowym poziomie. Niestety używam go niezwykle rzadko, jedynie na wyjazdach, ale cały czas mam w planach to zmienić.

15. Jestem impulsywna

Z jednej strony do obcych boję się powiedzieć, że coś mi się nie podoba, ale przy swoich wychodzi ze mnie diabeł.

Raz podczas kłótni z Piotrkiem rzuciłam laptopem o stół. Oczywiście nie muszę dodawać, że go zepsułam i za odzyskanie danych wybuliłam kilkaset złotych.

16. Kiedyś nie poszłabym wyrzucić śmieci bez makijażu, a teraz…

Naprawdę, nie kłamię! Rodzice wysyłali mnie po coś do sklepu, czy ze śmieciami, a ja mówiłam, że nigdzie nie idę, bo nie jestem pomalowana. Na szczęście „wyleczyłam się” z tego i obecnie śmigam na co dzień jedynie z kremem na twarzy. Przestałam się przejmować tym co powiedzą o mnie inni i jak mnie postrzegają.

17. Mam małe grono znajomych

W dodatku jesteśmy rozrzuceni po całym świecie. Jednak takie znajomości są dla mnie bardzo wartościowe i wolę mieć mniejsze grono prawdziwych i szczerych ludzi dookoła siebie, niż zadawać się z kimś na siłę, po to tylko żeby był.

18. Nie chcę mieć dzieci

Przynajmniej na dzień dzisiejszy. Uważam, że nie każdy powinien i nie każdy musi posiadać potomstwo. Szanuję ludzi, którzy mają 4 dzieci i się im poświęcają, tak samo szanuje tych, którzy ich nie planują. Nie szanuje jedynie dzieciorobów, którzy nie biorą później odpowiedzialności za te małe istotny, a jest ich niestety coraz więcej…

Obydwoje nie czujemy potrzeby posiadania wspólnych dzieci. Naszym zdaniem na chwilę obecną nie nadajemy się na rodziców, nie chcemy samych siebie stawiać w takiej sytuacji i brać odpowiedzialności za czyjeś wychowanie i życie. Może jesteśmy samolubami, może jesteśmy wygodniccy, może nam się to jeszcze wszystko zmieni i wkrótce pojawi się potrzeba posiadania potomstwa. Na dzień dzisiejszy nie planujemy.

19. Uwielbiam rządzić i kontrolować

Do tego stopnia, że uważam to za jedną z moich największych wad. Ja muszę wszystko wybierać, decydować. Na szczęście Piotrek zawsze daje mi wolną rękę i ewentualnie coś podpowie.

Ja muszę opłacać wszystkie rachunki, pilnować terminów, bo wiem, że zrobię to najlepiej i o niczym nie zapomnę. Staram się nad tym pracować, bo często przeszkadza mi to w pracy. Uważam, że mimo wszystko robię progres.

20. Z Piotrem znam się 8 lat

Poznaliśmy się 25 listopada 2011 roku na imprezie. Bawiliśmy się razem cały wieczór. Kolejny raz zobaczyliśmy się przypadkiem na pasterce, a później na świątecznej dyskotece w naszym mieście.

Pamiętam jak dziś ile po tym wieczorze było plotek: „Budzyńska poszła w ślinę z maturzystą”. Ja wtedy już byłam studentką no i warto dodać, że wcale się nie całowaliśmy. Spotykaliśmy się parę razy po świętach i zdecydowaliśmy, że pójdziemy razem na imprezę sylwestrową. Później w styczniu poszliśmy razem na studniówkę, chociaż tam nadal mówiłam, że jesteśmy tylko znajomymi. Sama nie wiem w jakim momencie uzyskaliśmy status „couple”.

Będę nieskromna, ale uważam, że obecnie tworzymy świetną parę i nasza relacja jest cudowna. Bywało różnie, ale się dotarliśmy i czerpiemy z naszego związku bardzo dużo. Zaczynaliśmy się spotykać można powiedzieć jeszcze jako dzieciaki, teraz jesteśmy dorośli i mamy wszystko zupełnie inaczej poukładane w głowach. Przeszliśmy ze sobą dużo dobrego i złego. Znamy się na wylot, możemy sobie ufać i nadal nawzajem się rozśmieszamy. Dla mnie związek oprócz całej romantycznej otoczki to głównie partnerstwo. Śmiało mogę powiedzieć, że mam takiego partnera jakiego chciałam!

21. Jestem tolerancyjna

I przez to nie mogę zrozumieć braku tolerancji i wszechobecnego hejtu. Sama kiedyś, mieszkając w małym mieście miałam zamkniętą głowę i potrafiłam zwymyślać kogoś od „pedałów”. Bardzo się tego wstydzę, ale tak było. Jednak wyciągnęłam wnioski, poznałam w życiu wielu rewelacyjnych ludzi, którzy mają odmienną orientację niż ja, zrozumiałam świat i wyrobiłam sobie nowe, własne zdanie.

Każdy ma prawo do miłości, do szczęścia, do akceptacji. Nie lubię jak ktoś mi mówi jak mam żyć, więc ja też nie będę układać życia innym.

22. Mieszkałam dwa miesiące za granicą

W trakcie studiów wraz z moją przyjaciółką wzięłyśmy udział w programie Erasmus+ i wyjechałyśmy na dwa miesiące do Lizbony. Odbywałyśmy praktyki w portugalskich laboratorium w CEDOC.

Szczerze było to niesamowite doświadczenie, jednak moje miejsce jest w Polsce i to tutaj chcę mieszkać. Moja przyjaciółka za to jest właśnie w trakcie przeprowadzki do Nowego Jorku. Każda z nas poszła w inną stronę, ale zawsze bardzo się wspieramy!

23. Wesele? Jednak chcę!

Tak się przed nim broniłam, ale jednak po głębszym zastanowieniu… Chciałabym mieć co wspominać. Uważam naszą miłość za coś wyjątkowego i chciałabym to zwyczajnie świętować.

Nasze rodziny w całości spotykają się zazwyczaj na stypach, więc chcielibyśmy też dać im radosną okazję do zobaczenia się. Tyle jest wokół nas bólu i smutku, każdy ma mniejsze czy większe problemy, więc nie chcemy odpuszczać takiej okazji do wspólnego radowania się.

24. Nie przeszkadza mi brud

O tym chyba nie powinnam mówić głośno, ale do pedantek nie należę. W domu zawsze sprzątam jak wiem, że będziemy mieć gości.

Doskonale pamiętam jak pytałam się Was o lustro w łazience i wszyscy odradzali ze względu na fakt, że się brudzi i trzeba je codziennie wycierać. Wtedy było mi aż głupio, bo wiedziałam, że u mnie coś takiego nie będzie funkcjonować. No i się nie myliłam… 😀

25. Łatwo się rozklejam

Potrafię się rozpłakać jadąc samochodem i słysząc w radiu, że stawiają komuś pomnik. Wtedy zaczynam myśleć jaki ktoś był wyjątkowy, że nawet po śmierci się o nim pamięta i łzy lecą mi po policzkach.

26. Moi rodzice są dla mnie niesamowitym wsparciem

Tutaj naprawdę należą się im ogromne podziękowania, bo dzięki nim jestem takim człowiekiem. Zawsze mnie wspierają, cokolwiek nie zrobię to wiem, że są obok i kibicują. Jesteśmy ze sobą bardzo szczerzy i od dawna mówię im praktycznie o wszystkim.

27. Moje życie jest idealne

Naprawdę! Za to codziennie dziękuję! Mam wszystko czego chciałam, codziennie budzę się obok człowieka, którego kocham. Jestem zdrowa, mam gdzie mieszkać, pracuję i to lubię, spotykam się z rodziną i przyjaciółmi, a i nawet od czasu do czasu gdzieś sobie pojadę. Niczego więcej do szczęścia mi nie trzeba!

Podsumowanie

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam i dowiedzieliście się czegoś ciekawego. Co Was najbardziej zdziwiło?

Podziel się opinią

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

18 komentarzy

  1. O Mamo, chyba jako 10 osoba skomentuje ile mamy ze sobą wspólnego. Rocznik 92′ chyba jest taki, uparty, niby wie czego chce ale musi się dużo nauczyć żeby odezwać się przy obcych, nabrać pewności siebie żeby nie mieć potrzeby imponowania innym i wychodzić bez makijażu:)
    Co do wesela sama miałam baaaaardzo dużo wątpliwości, chciałam uciec w góry i znaleźć dwie przypadkowe osoby na świadków, ale z perspektywy czasu wiem ze duże wesele to dla rodziców wielka radość, super impreza ze znajomymi i nie są to pieniądze które zmieniają życie a szkoda żałować za 10 lat. Noo i najlepszy powód do ślubu – można pełnoprawnie nazywać swojego starego- starym 😅😅😅

  2. Najbardziej zaskoczyło mnie to, jak bardzo jesteśmy do siebie podobne. Pewnie dlatego obserwuje Ci i słucham już tyle czasu, jeszcze od snapchata (tego chrumczego też pamiętam) 🙂
    I nie wiem czy wiesz, ale ogromną frajdę sprawiło mi jak zmieniłam z Tobą lkiedys kilka słów na siłowni. Tak na dobra sprawę, to usłyszałam o CityFit od was i jak szukałam zajęć z zumby to właśnie tam najpierw zajrzałam i był strzał w dziesiątkę. 😀

    • Jest mi niezmiernie miło i oczywiście pamiętam naszą rozmowę! A jak zumba? Nadal uczęszczasz na zajęcia? 🙂

  3. Przeraża mnie jak wiele mamy wspólnego 😊
    Chyba dlatego jesteś jedną z nielicznych dziewczyn na Instagramie której stories nie przewijam.
    Ale serio jedyne nie zgadzające się punkty to : 22,11,8,5,4,3,1

  4. Fajnie się czytało ten wpis, i tak sobie myślę że szkoda że nie mialam okazji Cie nigdy poznać, pozdrowionka z Lidzbarka warm… :)))

  5. Mamy w takim razie kilka wspólnych rzeczy, szczególnie to rozklejanie się, dzisiaj popłakałam się widząc strajk klimatyczny, tak mnie wzruszyło to, że ludzie angażują się w tak ważną sprawę! 😀 Często jest mi przez to głupio, a Tobie? No i z tym załatwianiem spraw, za każdym razem gdy muszę coś załatwić stresuje się już kilka dni wcześniej 😂 A i też lubię pracować na kasie! Właśnie w ten sposób dorabiam sobie na studiach, pracuję w sklepie osiedlowym i jest super 😂 ❤️ Bardzo fajny, osobisty wpis, wydajesz się super fajna, Lelcia! Wszystkiego najlepszego, z głębi serca!

    • Dziękuję ślicznie! Nie mi wcale nie jest głupio, ale czasami rozczuli mnie jakaś błahostka, a w obliczu tragedii potrafię zachować kamienną twarz i to mnie… dziwi?
      Ooo super praca! Nabijanie jest świetne, ten stukot tych klawiszy… no uwielbiam!

  6. Ten ostatni punkt to cała ja! 😂 Nawet teraz czytając go poleciała mi łezka, bo wzrusza mnie i cieszy jak komuś tak fajnie życie się układa i jest szczęśliwy 😊 i życzę Ci żeby tak już było zawsze ❤️

  7. Jako naczelna komentatorka architektoniczna i na bank weselna (!) mogę śmiało powiedzieć że jak Cię kiedyś spotkam na żywo to bez wstydu zbiję pionę! Ciężki mam gust do ludzi ale jest w Tobie coś co mnie na maksa przekonuje 🙂 wszystkiego dobrego z okazji urodzin :* mam nadzieję że trochę szczerości od obcych ludzi z neta Cię ucieszy 😉

  8. Ale przyjemny wpis! Wciągnęłam się jak w dobrą książkę 😀 wszystkiego najlepszego i życia zawsze szczęśliwego!

  9. Mi się bardzo podobał taki post 🙂 Jeśli chodzi o wesele, to sama podczas przygotowań mam chwile zwątpienia (związane z tym, ile kasy będzie kosztować impreza), ale nie chcę pozbawiać siebie tego wyjątkowego momentu w życiu.

    • No właśnie, wiadomo teraz to wszystko poszło trochę w złą stronę i jak coś jest „ślubne” to z automatu ekstremalnie drogie i te przyjęcia wychodzą po kilkadziesiąt tysięcy, no ale chyba warto 🙂